Walka z dezinformacją medyczną, czy dyktatura BigPharmy?
Polski parlament na usługach koncernów farmaceutycznych i tzw. medycyny akademickiej?
Specjalnie dla www.wiedzainauka.pl wywiadu udzielił prof. Paolo Bellavite

3 lipca br. Sejm (polski parlament) uchwalił ustawę o zmianie ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, nazywaną “lex szarlatan”. Narracja autorów, czyli ministerstwa zdroia oraz kolaicji rządzącej jest taka, że w trosce o dobro pacjenta wprowadza się drakońskie przepisy, które de facto nie uderzą w szarlatanów i oszustów, tylko w naturopatów oraz lekarzy medycyny komplementarnej. Wielokrotnie autorzy odwołują się do aktualnej wiedzy medycznej, która jednak nie doczekała się w polskim prawodawstwie prawnej definicji. Podczas prac nad ustawą w Senacie zgłoszone zostały dwie poprawki, których autorem jest prowadzący z prof. Paolo Bellavite wywiad Marek Skowroński. Poprawki te zakładały między innymi wprowadzenie prawnej definicji aktualnej wiedzy medycznej oraz gwarancję, że każdorazowy wybór metod doiagnostycznych i leczenie będa przez lekarza uzgadnine z pacjentem oraz będa uwzględniały różnice indywidualne pacjentów. Tekst poprawek załączamy pod wywiadem.
Marek Skowroński: W Polsce trwa obecnie debata nad projektem ustawy określanej w przestrzeni publicznej jako „Lex Szarlatan”. Jej deklarowanym celem jest ochrona pacjentów przed dezinformacją medyczną i praktykami mogącymi zagrażać zdrowiu. W rzeczywistości jednak wielu krytyków uważa, że ustawa doprowadzi do zamknięcia gabinetów medycyny naturalnej, zmarginalizuje medycynę komplementarną na rzecz konwencjonalnej medycyny w stylu Rockefellera oraz interesów Big Pharmy, a także wprowadzi kary do 250 000 euro za tzw. „dezinformację medyczną”. Rzecznik Praw Pacjenta otrzymałby ponadto uprawnienia, które – zdaniem krytyków – bardziej przypominają kompetencje komisarzy politycznych z czasów Związku Radzieckiego niż organu działającego w demokratycznym państwie prawa. Czy podobne debaty miały miejsce we Włoszech? Jakie wnioski można wyciągnąć z funkcjonowania włoskiego systemu ochrony zdrowia?
Prof. Paolo Bellavite: We Włoszech od zawsze istniały kontrowersje dotyczące różnych form medycyny, jednak konflikty te nigdy nie osiągnęły takiego poziomu legislacyjnego. Mam też nadzieję, że ta ustawa nie zostanie uchwalona w Polsce!
Jeśli mówimy o walce z prawdziwymi szarlatanami, to kto mógłby być temu przeciwny? Jednak, pomijając najbardziej rażące przypadki, kto jest w stanie precyzyjnie i obiektywnie określić, czym w medycynie jest „dezinformacja”? Gdzie przebiega granica między informacją a dezinformacją i – przede wszystkim – kto będzie o tym decydował?
Twierdzenie, że szczepionki przeciw COVID-19 zatrzymują zakażenia, było nieprawdą, a mimo to nikt tego nie powstrzymał, ponieważ przekaz ten był promowany przez rząd oraz największe organizacje medyczne.
W medycynie od zawsze ścierały się różne paradygmaty myślenia i praktyki. Nigdy nie istniała jedna jedyna wizja, ponieważ wszystko podlega rozwojowi i zmianom.
Pewne jest natomiast to, że we Włoszech oraz w większości krajów zachodnich istnieje silna opozycja wobec medycyny komplementarnej ze strony środowisk medycyny konwencjonalnej oraz wielkich koncernów farmaceutycznych, szczególnie na uniwersytetach i w programach realizowanych w ramach publicznego systemu ochrony zdrowia.
Medycyna komplementarna, przede wszystkim homeopatia, jest marginalizowana i funkcjonuje głównie w prywatnych środowiskach nauczania oraz praktyki lekarskiej, jednak nie jest zakazana.
Co więcej, we Włoszech obowiązuje oficjalne porozumienie pomiędzy Państwem a Regionami, zgodnie z którym homeopatia, fitoterapia oraz tradycyjna medycyna chińska są uznawane za dyscypliny medyczne. Lekarze i lekarze dentyści mogą je praktykować po wpisaniu do specjalnego rejestru prowadzonego przez właściwe okręgowe izby zawodowe.
Produkty homeopatyczne są oficjalnie uznawane w Europie na podstawie Dyrektywy 2001/83/WE (wraz z późniejszymi zmianami), natomiast we Włoszech kwestie regulacyjne określa Dekret Legislacyjny nr 219 z 2006 r., którego stosowanie nadzoruje Włoska Agencja Leków.
– Jednym z najczęściej używanych pojęć w polskim projekcie ustawy jest „aktualna wiedza medyczna”. Czy z Pana doświadczenia wynika, że możliwe jest sformułowanie jednej, jasnej i możliwej do zastosowania w prawie definicji tego pojęcia?
– Absolutnie nie! Wiedza medyczna nieustannie się rozwija i nie istnieje coś takiego jak jedna „aktualna wiedza medyczna”. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę wiedzę z ostatniego roku czy trzech lat, nie jest ona jednolita. Często wokół określonego zagadnienia tworzy się dominujący konsensus, jednak z pewnością nie istnieje jeden jedyny zbiór wiedzy.
Można przytoczyć niezliczone przykłady pokazujące, że w wielu dziedzinach medycyny tak zwana „aktualna wiedza” bardzo często zostaje zastąpiona przez nowe odkrycia i nowe teorie.
Kto mógłby na przykład zakwestionować skuteczność antybiotyków? A jednak w wielu dziedzinach klinicznych nie ma zgody co do zasad ich stosowania z powodu działań niepożądanych oraz ryzyka powstawania oporności bakterii. Podobnie w przypadku większości szczepionek – dyskusje pozostają nadal bardzo otwarte, a stosunek korzyści do ryzyka jest przedmiotem gorących debat.
Na koniec nie możemy pominąć faktu, że czasopisma medyczne podlegają silnej presji komercyjnej, a publikacje naukowe są często obciążone konfliktami interesów autorów.
– W swojej działalności naukowej wielokrotnie podkreślał Pan znaczenie medycyny opartej na faktach (Evidence-Based Medicine – EBM). Jak, Pana zdaniem, należy rozumieć EBM w codziennej praktyce klinicznej? Czy oznacza ona jedynie przestrzeganie wytycznych opracowywanych przez towarzystwa naukowe?
– Jest to kwestia szczególnie istotna. Twórcy EBM (Evidence Based Medicine), tacy jak Sackett i Haynes, definiowali ją jako integrację najlepszych dostępnych dowodów naukowych, doświadczenia klinicznego oraz wartości i preferencji pacjenta. Nie ulega wątpliwości, że stosowanie zasad EBM przyczyniło się do znaczącego postępu w medycynie i ochrony zdrowia, przede wszystkim w ocenie skuteczności leków. Hierarchiczny model dowodów naukowych, na którego szczycie znajdują się metaanalizy randomizowanych badań klinicznych (RCT), bardzo szybko spotkał się jednak z krytyką, ponieważ utrudniał rozwój nowych obszarów wiedzy oraz powodował opór w środowisku medycznym.
Choć piramidalna hierarchia dowodów ma swoje miejsce w EBM, nie jest ona najbardziej odpowiednim podejściem przy ocenie bezpieczeństwa terapii oraz bilansu korzyści i ryzyka interwencji terapeutycznych w rzeczywistych warunkach praktyki klinicznej.
Niedawno opublikowany artykuł w czasopiśmie BMJ Open (Shakir S., Lane S.: From a pyramid to an amphitheater (triangle to circle): embracing the totality of evidence for the postmarketing evaluation of the safety of therapeutic interventions (Od piramidy do amfiteatru (od trójkąta do koła): uwzględnienie całokształtu dostępnych dowodów w ocenie bezpieczeństwa interwencji terapeutycznych po wprowadzeniu ich do obrotu) – BMJ Open 15, e103538, 2025) analizuje rosnącą rolę danych i dowodów pochodzących z rzeczywistej praktyki klinicznej (real-world data i real-world evidence). Dane te po wprowadzeniu leków do obrotu w coraz większym stopniu wpływają na podejmowanie decyzji terapeutycznych. Autorzy podkreślają, że badania randomizowane i badania prowadzone w rzeczywistych warunkach nie konkurują ze sobą, lecz wzajemnie się uzupełniają. Proponują oni model „kołowy”, obejmujący całość dostępnych dowodów bez sztywnej hierarchii oraz kładący nacisk na integrację różnorodnych źródeł danych w celu rozwiązywania problemów badawczych i ochrony zdrowia.
Uwzględnienie całokształtu dostępnych dowodów pozwala zastosować bardziej holistyczne podejście do wspierania decyzji klinicznych oraz ochrony zdrowia publicznego. Problem ten szczególnie uwidocznił się podczas pandemii, gdy ścisłe przestrzeganie zasad EBM często wydawało się przeważać nad zasadą ostrożności, która nakazuje podejmowanie działań w warunkach niepewności oraz uwzględnianie ludzkich i społecznych kosztów zaniechania.
Krytycy rządowych wytycznych wskazują, że wobec braku mocnych dowodów z randomizowanych badań klinicznych pomijano inne źródła dowodów, takie jak badania obserwacyjne. W rezultacie opóźniano wdrażanie metod terapeutycznych, a nawet zniechęcano do stosowania leków wykorzystywanych ponownie (repurposed drugs) we wczesnym leczeniu domowym, które – jak twierdzą – później okazały się skuteczne.

– W wielu regionach Włoch publiczny system ochrony zdrowia dopuszcza stosowanie wybranych metod medycyny komplementarnej. Jakie warunki musiały zostać spełnione, aby było to możliwe? Jakie mechanizmy zapewniają bezpieczeństwo pacjentów?
– Jak już wspomniałem, nawet we Włoszech publiczny system ochrony zdrowia bardzo niechętnie korzysta z terapii komplementarnych, z wyjątkiem być może kilku ośrodków akupunktury i homeopatii, i to tylko w niektórych regionach. Tylko jeden szpital, znajdujący się w Toskanii, posiada oddział medycyny komplementarnej. W każdym razie leki naturalne oraz suplementy diety podlegają zasadom Dobrej Praktyki Produkcyjnej (Good Manufacturing Practice – GMP), a także rygorystycznym wymaganiom dotyczącym jakości i bezpieczeństwa, które są nadzorowane przez Włoską Agencję Leków.
Praktyka kliniczna pozostaje w gestii lekarza, który zgodnie ze swoją wiedzą i własnym sumieniem ma prawo stosować metody medycyny komplementarnej. Oczywiście lekarz ponosi za swoje decyzje odpowiedzialność. Jeżeli stan pacjenta pogorszy się wskutek niewłaściwego leczenia, może zostać pociągnięty do odpowiedzialności prawnej. Z drugiej strony w sytuacji, gdy niewłaściwie przepisane leki medycyny konwencjonalnej okazują się nieskuteczne lub powodują ciężkie działania niepożądane taka odpowiedzialność zazwyczaj nie jest ponoszona. Żaden lekarz nie został skrytykowany ani poddany postępowaniu dyscyplinarnemu za przepisywanie paracetamolu pacjentom z COVID-19, mimo że – jak twierdzi autor – było pewne, iż lek ten był najmniej odpowiedni w leczeniu tego schorzenia.
– Krytycy medycyny komplementarnej często twierdzą, że jej włączenie do systemu ochrony zdrowia może osłabić standardy naukowe. Jak odpowiedziałby Pan na taki argument?
– Argument ten świadczy o niezrozumieniu pozytywnego wkładu, jaki medycyna komplementarna może wnieść do systemu ochrony zdrowia. Przede wszystkim oczywiste jest, że niektóre aspekty lub zastosowania medycyny komplementarnej mogą budzić wątpliwości i podlegać krytyce. Jednak tak zwana medycyna oficjalna również nie może być uznawana za wolną od krytyki, o czym świadczy fakt, że wiele osób nie znajduje w państwowym systemie opieki zdrowotnej rozwiązania swoich problemów zdrowotnych.
Istota problemu leży jednak gdzie indziej. Medycyna nie jest wyłącznie „nauką” w ścisłym znaczeniu tego słowa. Jest również sztuką, czyli praktyką uwzględniającą wszystkie wymiary ludzkiego zdrowia i cierpienia oraz patrzącą na nie z różnych perspektyw.
Wreszcie osoby wysuwające takie zarzuty wykazują nieznajomość faktu, że główne kierunki medycyny komplementarnej praktykowane w Europie dysponują – zdaniem autora – silnymi dowodami naukowymi dotyczącymi ich skuteczności oraz mechanizmów działania. Osobiście, wspólnie z dr Lenką Tenžerą, lekarzem homeopatą z Belgradu, właśnie ukończyłem książkę zatytułowaną „Homeopathy: The Science of the Simile” („Homeopatia: nauka o podobieństwie”). Liczy ona 398 stron i zawiera 1167 pozycji bibliograficznych dokumentujących najnowsze osiągnięcia w tej dziedzinie. Mam nadzieję, że po opublikowaniu książka ta będzie stanowiła odpowiedź na złośliwą krytykę formułowaną przez osoby, które nie znają tej problematyki.
– Czy w swojej karierze zawodowej spotkał się Pan z sytuacjami, w których nowe metody terapeutyczne były początkowo przyjmowane przez środowisko naukowe z dużym sceptycyzmem, a z czasem zostały uznane za element współczesnej medycyny? Czego takie doświadczenia uczą nas o rozwoju nauki?
– W historii medycyny jest to niemal reguła! Klasycznymi przykładami lekarzy, którzy byli krytykowani, wyśmiewani, a następnie zrehabilitowani, są Ignaz Semmelweis, a także pionierzy tacy jak Barry Marshall i William J. O’Rourke.
Jeśli miałbym odwołać się wyłącznie do wydarzeń, których byłem świadkiem w czasie swojej kariery zawodowej, wskazałbym trzy ważne momenty. Pierwszym był okres lat osiemdziesiątych XX wieku, kiedy akupunktura została uznana w Stanach Zjednoczonych za ważną dyscyplinę medyczną. Nastąpiło to po podróży prezydenta Nixona do Chin oraz po odkryciu endorfin jako mechanizmu działania akupunktury. Drugim wydarzeniem było włączenie około dwadzieścia pięć lat temu czasopisma Homeopathy do bazy recenzowanych czasopism naukowych PubMed, co stanowiło oficjalne uznanie naukowego charakteru publikowanych w nim treści. Trzecim przykładem było uznanie w licznych publikacjach naukowych, w tym w dwóch metaanalizach, mimo że wcześniej były one jednoznacznie odrzucane przez włoskie wytyczne rządowe, suplementów diety opartych na polifenolach za wartościowe w leczeniu COVID-19.
– Jaką rolę powinien odgrywać lekarz w sytuacji, gdy dostępne dowody naukowe nie są jednoznaczne, a pacjent oczekuje indywidualnego podejścia do leczenia?
– Nie istnieje jedyna sztywna reguła, z wyjątkiem jednej: należy koncentrować się nie na chorobie, lecz na pacjencie jako osobie. Nawet jeśli dana choroba nie ma ostatecznego i skutecznego leczenia, zawsze można leczyć człowieka lub przynajmniej niektóre aspekty jego problemów zdrowotnych. Można również opierać się na własnym doświadczeniu zdobytym podczas leczenia podobnych przypadków albo na naukowym uzasadnieniu proponowanego postępowania.
Na przykład w leczeniu pacjentów z chorobami nowotworowymi homeopatia nie może pełnić bezpośredniej roli jako terapia przeciwnowotworowa, ale może pomagać w poprawie jakości życia. W przypadku pacjentów z COVID-19, nawet przy braku ostatecznie skutecznego leku przeciwwirusowego, możliwe – i konieczne – było zajęcie się ich ogólnym stanem zdrowia, metabolizmem, stylem życia, warunkami mieszkaniowymi oraz sposobem odżywiania.
W 2020 roku opublikowałem artykuł przeglądowy poświęcony przeciwwirusowym właściwościom owoców cytrusowych, który obecnie należy do najczęściej cytowanych publikacji na ten temat. Ogromne znaczenie mają również psychologiczne aspekty leczenia. Wielu pacjentów zmarło w szpitalach dlatego, że pozostawiono ich samych oraz zastraszono przekazami dotyczącymi rzekomej skali zagrożenia epidemią. Wiadomo, że strach zwiększa wydzielanie adrenaliny, co z kolei sprzyja krzepnięciu krwi.
Nie trzeba dodawać, że kierunkiem medycyny, który z metodologicznego punktu widzenia w największym stopniu opiera się na indywidualizacji leczenia, jest homeopatia.
– Czy uważa Pan, że przepisy prawa powinny precyzyjnie określać granice dopuszczalnych metod terapeutycznych, czy też lekarzom należy pozostawić większą swobodę zawodową, przy jednoczesnym zachowaniu ich odpowiedzialności za działanie w najlepiej pojętym interesie pacjenta?
– Chciałbym odpowiedzieć, przywołując słowa nieśmiertelnego Christopha Wilhelma Hufelanda (1762–1836), powszechnie uznawanego za jednego z najwybitniejszych niemieckich lekarzy epoki Samuela Hahnemanna. W 1803 roku napisał on w swojej książce System der Praktischen Heilkunde: Badajcie wszystko i zachowujcie to, co dobre – oto pierwsze i niezmienne przykazanie nauki. (…) Medycyna jest nauką opartą na doświadczeniu, jest praktyką, jest nieustannym eksperymentowaniem… a eksperyment nigdy nie jest zakończony. A następnie dodał: Wolność myśli, wolność nauki – oto nasza najwyższa twierdza i musi nią pozostać, jeśli chcemy się rozwijać. Żaden rodzaj despotyzmu, żadna jedyna obowiązująca zasada, żadne tłumienie myśli. Nawet państwo powinno powstrzymać się od ingerowania w dziedzinę nauki oraz od faworyzowania bądź zwalczania określonych poglądów. Jak uczy doświadczenie, zawsze szkodziło to poszukiwaniu prawdy. Tylko doświadczenie, dyskusja i kontrdyskusja, ciągłe i nieskrępowane badania oraz upływ czasu mogą oddzielić prawdę od fałszu, a to, co pożyteczne, od tego, co bezużyteczne.
– Jakie rozwiązania prawne – w świetle doświadczeń włoskich – najlepiej chronią pacjentów przed rzeczywistymi nadużyciami, a jednocześnie nie ograniczają postępu naukowego i rozwoju innowacyjnych metod leczenia?
– Uważam, że nie należy wprowadzać żadnych ograniczeń dotyczących rozwoju naukowego ani edukacyjnego medycyny komplementarnej. Aby skutecznie chronić pacjentów, prawo powinno gwarantować spełnienie dwóch podstawowych warunków:
a) przedstawiciele wszystkich zawodów medycznych powinni posiadać ukończone studia wyższe zgodne z programami nauczania opartymi na podstawach naukowych;
b) programy kształcenia wszystkich zawodów medycznych powinny obejmować podstawową wiedzę z zakresu medycyny komplementarnej, nauczaną przez specjalistów posiadających odpowiednie kwalifikacje w swoich dziedzinach.
Niestety, ten drugi warunek jest nadal bardzo daleki od realizacji we włoskim systemie szkolnictwa wyższego.
– Debata publiczna często ujawnia napięcie pomiędzy koniecznością ochrony pacjentów a prawem pacjenta do podejmowania świadomych decyzji dotyczących leczenia. Jak, Pana zdaniem, należy właściwie wyważyć te dwie wartości?
– Sama debata publiczna powinna być wolna od wpływów komercyjnych, a przede wszystkim od bezpośredniego i pośredniego oddziaływania firm farmaceutycznych. Doświadczenia włoskie pokazują, że największe stacje telewizyjne przedstawiają medycynę komplementarną tak, jakby była ona formą czarów lub znachorstwa, a jednocześnie często nagłaśniają przypadki błędów medycznych, aby zdyskredytować również poważnych i odpowiedzialnych specjalistów.
Lekarze rodzinni oraz pediatrzy mogliby odgrywać kluczową rolę w przekazywaniu pacjentom rzetelnych informacji, jednak oni również pozostają pod silnym wpływem państwowych protokołów i różnego rodzaju nacisków. Przykładowo lekarze (lub pediatrzy), którzy wykonują dużą liczbę szczepień, otrzymują korzyści finansowe, natomiast ci, którzy odradzają szczepienia albo nie osiągają odpowiednio wysokiego poziomu wyszczepialności swoich pacjentów, są w różny sposób karani. Jak można mówić o wolności informacji, skoro istnieją tego rodzaju konflikty interesów?
– Gdyby miał Pan udzielić jednej rady polskim ustawodawcom pracującym nad przepisami dotyczącymi ochrony pacjentów i medycyny komplementarnej, jaka byłaby to rada?
– Jak już wcześniej powiedziałem, państwo powinno powstrzymać się od nakładania na lekarzy nadmiernych „obowiązków” lub „zakazów”. Innymi słowy, powinno unikać narzucania decyzji medycznych, które należy pozostawić wiedzy i sumieniu lekarza oraz organizacjom reprezentującym poszczególne specjalności i dyscypliny medyczne.
Nauka i medycyna wymagają wolności myśli. Zgodnie z zasadą pomocniczości, o której przypomina również najnowsza encyklika papieska, państwo nie powinno ingerować tam, gdzie organizacje pośrednie są w stanie samodzielnie organizować świadczenie usług odpowiadających potrzebom społeczeństwa. Powinno natomiast wspierać ich działalność, zapewniając pomoc, koordynację oraz – być może – nadzór mający zapobiegać nadużyciom i realizacji partykularnych interesów. W rzeczywistości umożliwienie praktykowania medycyny komplementarnej, wzmacnianie badań naukowych w tej dziedzinie oraz wspieranie jej profesjonalnego nauczania stanowią właściwe środki służące ochronie pacjentów.
– Czy uważa Pan, że demokratyczne państwo prawa może nakładać sankcje prawne za działania uznane za sprzeczne z „aktualną wiedzą medyczną”, jeżeli samo prawo nie definiuje jednoznacznie tego pojęcia? Jak – z punktu widzenia filozofii nauki i praktyki klinicznej – należałoby rozwiązać ten problem?
– Powtórzę raz jeszcze: poza oczywistymi przypadkami błędów w sztuce lekarskiej (dla których zresztą nie są potrzebne żadne szczególne przepisy), nie da się ustawowo określić, co oznacza działanie „sprzeczne z aktualną wiedzą medyczną”. Kilka przykładów?
Szczepionki należą do aktualnej wiedzy medycznej, ale w wielu przypadkach są bezużyteczne lub szkodliwe. Antybiotyki działają w chorobach bakteryjnych, jednak w wielu przypadkach ich przepisywanie nie jest ani konieczne, ani korzystne. Statyny obniżają poziom cholesterolu – to powszechnie znany fakt – jednak aktualna wiedza medyczna pokazuje, że ich wpływ na śmiertelność z wszystkich przyczyn nie jest istotny. Chemioterapia była kiedyś standardem leczenia nowotworów, a obecnie jest stopniowo zastępowana skuteczniejszymi i mniej toksycznymi lekami. Nie istnieje jednak jedna uniwersalna zasada, którą można zastosować wobec wszystkich pacjentów.
Liczba chorób neurodegeneracyjnych stale rośnie, ale jaka jest dziś „aktualna wiedza” dotycząca ich leczenia? W specjalnościach zabiegowych oraz w stomatologii decydujące znaczenie mają nie tyle sztywne reguły, ile umiejętności i właściwa ocena sytuacji przez chirurga.
Na koniec można również odwrócić sposób prowadzenia tej dyskusji i wskazać medycynę komplementarną jako przykład podejścia, które – zgodnie z aktualnym stanem wiedzy medycznej, w mojej ocenie – powinno stanowić metodę pierwszego wyboru, zwłaszcza w pediatrii oraz podstawowej opiece zdrowotnej.
– Na zakończenie – czy chciałby Pan przekazać jakieś przesłanie mieszkańcom Polski oraz czytelnikom naszego portalu?
– Polska jest wielkim narodem, który darzę ogromnym szacunkiem i serdecznością. Byłem świadkiem i uczestnikiem jej wyzwolenia spod sowieckiego komunizmu oraz wejścia do Wspólnoty Europejskiej. W tym kontekście nie możemy zapominać, że Europa – zarówno jako kontynent, jak i wspólnota kultury oraz tradycji – rozciąga się od Atlantyku aż po Ural.
Nie ulegajmy wpływom tych, którzy dla własnych interesów zawsze dążyli do jej podziału. Chciałbym przekazać pewną radę, którą kieruję również do Włochów i do samego siebie: powinniśmy szanować nasze tradycje i nie zapominać o naszych chrześcijańskich korzeniach, ponieważ są one fundamentem codziennego życia, a zarazem bezcennym dziedzictwem, do którego warto odwoływać się w czasach zamętu i kryzysu. Szczególnie w medycynie pojęcia zdrowia nie można oddzielać od tego, co jest autentycznie ludzkie, od odpowiedzi na pytanie, dla czego naprawdę warto żyć, ani od ostatecznego sensu życia, a nawet cierpienia.
W języku łacińskim słowo salus oznacza zarówno zdrowie, jak i zbawienie. Ta podwójna treść dobrze oddaje głęboką więź między troską o zdrowie człowieka a troską o jego pełne człowieczeństwo.
– Dziękuję Panu Profesorowi za rozmowę.
rozmawiał: Marek Skowroński
KOMENTARZ REDAKCYJNY
Na posiedzeniu Senatu RP z 22 lipca 2026 roku z naszej inicjatywy zostały złożone przez Pana Senatora Krzysztofa Bieńkowskiego następujące poprawki, które w wyniku głosowania jednak odrzucono. Przewidywały one dodanie nowych dwóch artykułów:
„Art. 67zo:
1. Przez aktualną wiedzę medyczną rozumie się dynamiczny zbiór zweryfikowanej wiedzy naukowej oraz doświadczenia klinicznego, podlegający ciągłej weryfikacji i rozwojowi w świetle nowych odkryć naukowych, wyników badań oraz obserwacji klinicznych. Aktualna wiedza medyczna nie ma charakteru dogmatu i podlega zmianom wynikającym z postępu nauki oraz praktyki medycznej.
2. O uznaniu określonej metody diagnostycznej lub terapeutycznej za element aktualnej wiedzy medycznej decyduje jakość i powtarzalność wyników badań naukowych, możliwość ich niezależnej weryfikacji oraz potwierdzenie ich skuteczności i bezpieczeństwa w praktyce klinicznej.
3. Proces kształtowania aktualnej wiedzy medycznej powinien być wolny od nieuprawnionych wpływów politycznych, ideologicznych oraz ekonomicznych, a w szczególności od wpływów wynikających z konfliktu interesów podmiotów mogących odnieść korzyść z promowania lub ograniczania określonych metod diagnostycznych albo terapeutycznych.
4. Naukowy charakter aktualnej wiedzy medycznej opiera się na zasadzie falsyfikowalności, otwartości na krytykę oraz możliwości niezależnego potwierdzania lub obalania wyników badań. Żadna hipoteza, teoria, wytyczna ani rekomendacja medyczna nie może być uznana za niepodważalną wyłącznie z uwagi na autorytet instytucji lub osoby, która ją ogłosiła.”
Zaproponowano również dodanie art. 9a w następującym brzmieniu:
„Art. 9a
Przy wyborze metody diagnostycznej i/lub terapeutycznej lekarz jest obowiązany uwzględnić indywidualne różnice biologiczne, fizjologiczne, genetyczne i psychofizyczne pacjenta oraz jego sytuację zdrowotną, tak aby zastosowane postępowanie było dostosowane do konkretnej osoby, a nie wyłącznie do ogólnych zaleceń lub statystycznych wyników badań populacyjnych.”
Omawiana nowelizacja wielokrotnie odwołuje się do pojęcia „aktualnej wiedzy medycznej”, nie zawierając jego ustawowej definicji. Tymczasem od rozumienia tego pojęcia zależeć może zakres praw i obowiązków uczestników systemu ochrony zdrowia oraz stosowanie przepisów przewidujących istotne konsekwencje prawne.
Proponowana poprawka nie zmieniała standardów prowadzenia badań naukowych ani zasad wykonywania zawodów medycznych. Jej celem było doprecyzowanie jednego z kluczowych pojęć ustawy w sposób odpowiadający rzeczywistemu charakterowi nauki medycznej jako dziedziny podlegającej nieustannemu rozwojowi i weryfikacji.
Definicja wskazuje, że aktualna wiedza medyczna opiera się na zweryfikowanych dowodach naukowych, doświadczeniu klinicznym oraz możliwości niezależnej oceny wyników badań. Jednocześnie podkreśla, że rozwój medycyny wymaga otwartości na nowe odkrycia naukowe oraz zachowania niezależności procesu naukowego od wpływów pozamerytorycznych, w tym konfliktów interesów.
Wprowadzenie ustawowej definicji zwiększyłoby pewność prawa, ułatwiło jednolite stosowanie przepisów oraz ograniczyło ryzyko rozbieżności interpretacyjnych przy stosowaniu ustawy przez organy administracji i sądy.
Ustawa powinna również jednoznacznie wskazywać, że stosowanie aktualnej wiedzy medycznej wymaga uwzględnienia indywidualnych cech każdego pacjenta. Nie istnieje dwóch identycznych ludzi. Wiek, choroby współistniejące, uwarunkowania genetyczne, wcześniejsze terapie, przeciwwskazania, ryzyko działań niepożądanych oraz świadoma wola pacjenta powodują, że leczenie zawsze powinno mieć charakter zindywidualizowany. Lekarz nie leczy statystyki. Lekarz leczy konkretnego człowieka.
Wytyczne i rekomendacje towarzystw naukowych nie powinny być utożsamiane z aktualną wiedzą medyczną. Stanowią one ważny materiał pomocniczy, jednak powinny podlegać ocenie pod względem jakości dowodów naukowych, przejrzystości metodologii oraz ujawnionych konfliktów interesów.

Historia medycyny pokazuje, że postęp naukowy wielokrotnie polegał na kwestionowaniu poglądów wcześniej uznawanych za obowiązujące.
Ustawa powinna zagwarantować, że proces ustalania aktualnej wiedzy medycznej pozostaje wolny od nieuprawnionych wpływów politycznych, ideologicznych oraz ekonomicznych. Zaufanie obywateli do systemu ochrony zdrowia wymaga pełnej przejrzystości oraz niezależności procesu oceny dowodów naukowych. Niestety, 31 lipca posłowie ostatecznie przyjęli kosmetyczne poprawki Senatu, które jednak nie uwzględniły najważniejszych kwestii, co oznacza, że w przypadku podpisania ustawy przez Prezydenta, w Polsce można mówić o końcu medycyny komplementarnej, naturoterapii i naturalnych mertodach leczenia. Zamiast tego wprowadza się dyktaturę profesorów medycyny mających konflikt interesów poprzez pozostawanie na listach płac koncernów farmaceutycznych.
Kto na tym zyska: wielki przemysł farmaceutyczny, przekupieni profesorowie i lekarze oraz niekompetentni urzednicy. A kto straci: przede wszystkim prosty człowiek, który, gdy wszelkie oficjalne, narzucane przez BigPharmę procedury metyczne i wytyczne staną się bezskuteczne, nie będzie miał juz żadnej innej możliwości skorzystania z innych, uznanych na świecie i w nauce metod leczenia. W zamian za to proponuje się Polakom szczepienia, których skuteczność nie została w żaden sposób udowodniona, a które w ogóle nie uwzględniają ryzyka, które przewyższa potencjalne korzyści. Oprócz szczepień, z któryc coraz więcej jest narzucanych w Polsce jako obowiązkowe, będzie królowała chirurgia, anestezjologia, a w przypadkach, gdy leczenie według wytycznych systemu zawiedzie – lekarze bez mrógnięcia okiem podpiszą protokół terapii daremnej, pozostawiając pacjenta samemu sobie. Pozostaje jeszcze transplantacja, która czesto jest bezpośrednio powiązana z terapią daremną, ale to temat na zupełnie odrębny artykuł i rozmowę.
Marek Skowroński

