„Lex szarlatan” to wyjątkowy bubel prawny!
Dlaczego ustawa nie powinna być podpisana przez Prezydenta?
Ustawa z dnia 3 lipca 2026 roku o zmianie ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, określana potocznie jako „lex szarlatan”, której uchwalenie było tłumaczone konstytucyjnie uzasadnionym celem w postaci ochrony życia i zdrowia człowieka oraz przeciwdziałania oszustwom i praktykom mogącym powodować rzeczywiste zagrożenie dla pacjentów rażąco narusza przepisy Konstytucji RP oraz wchodzi w kolizję z wiążącymi Polskę przepisami prawa międzynarodowego. Sam cel ustawy nie może jednak przesądzać o konstytucyjności wszystkich przyjętych w niej środków.
Niezgodność z Konstytucją
Zgodnie z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP ograniczenia konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane wyłącznie w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla ochrony m.in. zdrowia, bezpieczeństwa lub praw innych osób, przy czym ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw. Oznacza to konieczność zachowania zasady proporcjonalności, obejmującej przydatność, konieczność oraz proporcjonalność sensu stricto zastosowanych środków.
Wątpliwości konstytucyjne powstają w szczególności w związku z ingerencją nowych regulacji w autonomię pacjenta, która znajduje podstawę w kilku pozostających ze sobą w związku normach konstytucyjnych, przede wszystkim w art. 30, art. 31 ust. 3, art. 32, art. 38, art. 47 i art. 68 Konstytucji RP. Art. 30 Konstytucji ustanawia nienaruszalność przyrodzonej i niezbywalnej godności człowieka oraz nakłada na władze publiczne obowiązek jej poszanowania i ochrony. Art. 38 zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia, natomiast art. 68 ustanawia prawo do ochrony zdrowia i nakłada na władze publiczne określone obowiązki w zakresie ochrony zdrowia obywateli. Jednocześnie art. 47 gwarantuje każdemu prawo do ochrony życia prywatnego oraz do decydowania o swoim życiu osobistym. Z tych przepisów wynika konstytucyjnie chroniona sfera autonomii jednostki, obejmująca również podejmowanie decyzji dotyczących własnego ciała, zdrowia oraz sposobu korzystania ze świadczeń zdrowotnych.
Autonomia pacjenta znajduje ponadto bezpośrednie potwierdzenie w ustawodawstwie zwykłym. Zgodnie z art. 9 ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta pacjent ma prawo do informacji o swoim stanie zdrowia, rozpoznaniu, proponowanych i możliwych metodach diagnostycznych i leczniczych, następstwach ich zastosowania albo zaniechania, wynikach leczenia oraz rokowaniu. Z kolei art. 16 tej ustawy przyznaje pacjentowi prawo do wyrażenia zgody na udzielenie świadczenia zdrowotnego albo odmowy takiej zgody po uzyskaniu wymaganych informacji. Analogiczne gwarancje wynikają z art. 31 i art. 32 ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty, które nakładają na lekarza obowiązek poinformowania pacjenta o proponowanych i możliwych metodach diagnostycznych i leczniczych, a następnie uzyskania jego zgody na udzielenie świadczenia zdrowotnego. W przypadku zabiegów operacyjnych i metod stwarzających podwyższone ryzyko ustawodawca w art. 34 tej ustawy wymaga zgody świadomej.
Powyższe regulacje tworzą spójny model, w którym pacjent nie jest przedmiotem procesu leczenia, lecz jego podmiotem, a lekarz lub inny uprawniony profesjonalista nie podejmuje decyzji za pacjenta, lecz przedstawia mu informacje niezbędne do podjęcia autonomicznej decyzji. Zgoda pacjenta stanowi zatem jeden z podstawowych mechanizmów ochrony jego autonomii. Państwo może ingerować w autonomię pacjenta jedynie w granicach wyznaczonych przez Konstytucję, a w szczególności z zachowaniem wymogu ustawowej podstawy, konieczności, proporcjonalności, określoności prawa oraz poszanowania istoty konstytucyjnych praw i wolności. Ingerencja, która prowadziłaby do zastąpienia autonomicznej i świadomej decyzji pacjenta arbitralną decyzją organu administracji, wymaga szczególnie rygorystycznego uzasadnienia konstytucyjnego.
Na tym tle zasadnicze wątpliwości może budzić konstrukcja nowych przepisów dotyczących praktyk pseudomedycznych. Ustawa wprowadza bowiem nie tylko zakaz określonych działań, lecz również szczególny administracyjny mechanizm ich kwalifikowania, powierzając Rzecznikowi Praw Pacjenta kompetencję do prowadzenia postępowań, uznawania określonych praktyk za pseudomedyczne oraz nakazywania ich zaniechania. Decyzji o uznaniu praktyki za pseudomedyczną nadawany jest przy tym rygor natychmiastowej wykonalności.
W konsekwencji dochodzi do istotnego przesunięcia kompetencji w zakresie rozstrzygania, jakie działania dotyczące zdrowia człowieka są prawnie dopuszczalne. Wątpliwości konstytucyjne powstają zwłaszcza w sytuacji, w której ustawowa definicja praktyki pseudomedycznej zostaje oparta na odwołaniu do pojęć takich jak „aktualna wiedza medyczna”, a organ administracji uzyskuje kompetencję do zastosowania wobec określonego podmiotu daleko idących środków prawnych. W takim przypadku szczególnego znaczenia nabiera zasada określoności prawa oraz konieczność zapewnienia adresatowi normy możliwości przewidzenia, jakie zachowanie może doprowadzić do zastosowania wobec niego sankcji lub zakazu.
Problem ten zostasł dostrzeżony również w toku prac legislacyjnych. Senackie Biuro Legislacyjne wskazało m.in. na konstytucyjne wątpliwości dotyczące możliwości nakazania przez Rzecznika publikacji decyzji na koszt podmiotu, zwracając uwagę na problem określoności kryteriów, według których organ miałby ustalać formę i miejsce takiej publikacji. W toku prac wskazywano również na problemy związane z konstrukcją samej definicji praktyki pseudomedycznej.
Nie można przy tym tracić z pola widzenia, że ochrona pacjenta przed oszustwem nie może automatycznie oznaczać prawa państwa do zastępowania pacjenta w każdej decyzji dotyczącej jego zdrowia. Czym innym jest zakaz oszukańczego działania, przypisywania metodom nieistniejących właściwości leczniczych, celowego wprowadzania pacjenta w błąd czy nakłaniania go do zaniechania koniecznej terapii, a czym innym jest administracyjne eliminowanie określonych metod lub sposobów postępowania wyłącznie dlatego, że nie mieszczą się one w dominującym paradygmacie „aktualnej wiedzy medycznej”. W tym drugim przypadku ingerencja państwa musi być poddana szczególnie rygorystycznej ocenie z punktu widzenia art. 31 ust. 3 Konstytucji.
Nie bez znaczenia pozostaje również art. 32 Konstytucji RP. Jeżeli bowiem określone działania zdrowotne zostają poddane szczególnemu reżimowi prawnemu, kryteria ich kwalifikacji powinny być obiektywne, jednoznaczne i jednakowo stosowane wobec wszystkich podmiotów znajdujących się w porównywalnej sytuacji. Niedopuszczalne byłoby stworzenie systemu, w którym identyczna lub porównywalna metoda byłaby traktowana odmiennie wyłącznie ze względu na status osoby ją stosującej, bez dostatecznego uzasadnienia takiego zróżnicowania.
Istotne znaczenie ma także art. 53 Konstytucji RP, jeżeli dana decyzja dotycząca zdrowia pozostaje w bezpośrednim związku z sumieniem, światopoglądem lub przekonaniami religijnymi pacjenta. Państwo, chroniąc zdrowie, nie może bowiem automatycznie uznawać, że ochrona zdrowia uzasadnia wyłączenie autonomicznych decyzji jednostki we wszystkich przypadkach. Konieczne jest każdorazowe wyważenie pozostających w kolizji wartości konstytucyjnych.
W konsekwencji nie można przyjąć, że samo powołanie się przez ustawodawcę na ochronę zdrowia i życia automatycznie uzasadnia każdą ingerencję w autonomię pacjenta. Art. 68 Konstytucji nakłada na państwo obowiązek ochrony zdrowia, ale obowiązek ten nie ma charakteru nieograniczonego upoważnienia do decydowania za jednostkę o sposobie korzystania przez nią z własnego ciała i dostępnych metod postępowania zdrowotnego. Obowiązek ochrony zdrowia musi być realizowany z poszanowaniem godności człowieka, jego wolności, prawa do prywatności, równości oraz zasady proporcjonalności.
Z tego względu konstytucyjność „lex szarlatan” powinna być oceniana nie tylko przez pryzmat deklarowanego przez ustawodawcę celu, jakim jest zwalczanie oszustw i niebezpiecznych praktyk pseudomedycznych, lecz przede wszystkim przez pryzmat zakresu ingerencji w autonomię pacjenta, precyzji ustawowych przesłanek zastosowania zakazu, zakresu uznania administracyjnego Rzecznika Praw Pacjenta, proporcjonalności stosowanych środków oraz istnienia skutecznych gwarancji proceduralnych dla podmiotu, którego działalność zostaje zakwestionowana.
W szczególności za konstytucyjnie problematyczne może zostać uznane takie zastosowanie nowych przepisów, które prowadziłoby w praktyce do pozbawienia pacjenta możliwości świadomego wyboru określonej metody postępowania dotyczącego jego zdrowia, mimo że pacjent został prawidłowo poinformowany o jej charakterze, możliwych korzyściach, ryzyku oraz alternatywach, a metoda nie wiąże się z oszustwem, przymusem ani rzeczywistym zagrożeniem dla innych osób. W takim przypadku ingerencja państwa wymagałaby wykazania, że jest ona rzeczywiście konieczna dla ochrony konstytucyjnie chronionego dobra i że celu tego nie można osiągnąć za pomocą środków mniej ingerujących w autonomię jednostki.
Podsumowując, konstytucyjny problem „lex szarlatan” nie polega zatem na samym fakcie zwalczania szarlatanerii, lecz na granicy, po przekroczeniu której ochrona pacjenta przed oszustwem przekształca się w administracyjną kontrolę jego autonomicznych decyzji dotyczących własnego zdrowia. Granicę tę wyznaczają przede wszystkim art. 30, art. 31 ust. 3, art. 32, art. 38, art. 47, art. 53 i art. 68 Konstytucji RP oraz ustawowe gwarancje świadomej zgody pacjenta. Każde rozwiązanie, które w sposób nieprecyzyjny, nieproporcjonalny lub pozbawiony dostatecznych gwarancji proceduralnych pozwala organowi administracji zakazać określonego sposobu postępowania zdrowotnego, może zatem rodzić uzasadnione wątpliwości co do zgodności z Konstytucją RP.
Przekroczenie konstytucyjnych granic kompetencji Rzecznika Praw Pacjenta
Szczególnie poważne wątpliwości konstytucyjne budzi przyznanie Rzecznikowi Praw Pacjenta kompetencji do dokonywania wiążącej oceny, czy określone działanie stanowi „praktykę pseudomedyczną”, czy też praktykę medyczną, czy określona informacja stanowi „dezinformację medyczną”, a także czy określona metoda diagnostyczna lub lecznicza pozostaje zgodna bądź niezgodna z tzw. „aktualną wiedzą medyczną”.
Problem ten ma fundamentalne znaczenie ustrojowe, ponieważ Rzecznik Praw Pacjenta jest centralnym organem administracji rządowej, a więc organem wykonującym administrację publiczną. Jego podstawowe zadania, określone w obowiązującej ustawie, dotyczą ochrony praw pacjentów, prowadzenia postępowań w sprawach praktyk naruszających zbiorowe prawa pacjentów oraz wykonywania innych zadań wyraźnie powierzonych mu ustawą.
Nie można jednak utożsamiać kompetencji do ochrony praw pacjenta z generalną kompetencją do rozstrzygania wszelkich sporów dotyczących tego, co jest medycyną, co nią nie jest, jaka metoda jest naukowo uzasadniona, jaka wiedza medyczna jest „aktualna”, a jaka już nieaktualna, ani które twierdzenia dotyczące zdrowia stanowią dopuszczalną wypowiedź, a które są „dezinformacją medyczną”.
Tak szeroko określona kompetencja oznaczałaby bowiem w praktyce powierzenie organowi administracji publicznej funkcji swoistego arbitra prawdy medycznej.
Podstawowym punktem odniesienia jest art. 7 Konstytucji RP, zgodnie z którym organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa. Przepis ten ustanawia zasadę legalizmu, która oznacza nie tylko obowiązek działania organu na podstawie przepisu prawa, lecz także zakaz wykraczania przez organ poza granice kompetencji przyznanych mu przez ustawodawcę.
W orzecznictwie konstytucyjnym podkreślano, że kompetencje organów władzy publicznej powinny być określone w sposób jednoznaczny i precyzyjny, a kompetencji organu nie wolno domniemywać. W szczególności w wyroku z 14 czerwca 2006 roku, w sprawie sygn. akt K 53/05, wskazano, że w razie wątpliwości interpretacyjnych kompetencje organów władzy publicznej należy interpretować w sposób zawężający.
Z punktu widzenia art. 7 Konstytucji zasadnicze pytanie brzmi zatem, czy Rzecznik Praw Pacjenta został przez Konstytucję albo ustawę wyposażony w kompetencję do rozstrzygania, jaka metoda lecznicza jest zgodna z aktualną wiedzą medyczną i która informacja dotycząca zdrowia stanowi dezinformację?
Samo powierzenie Rzecznikowi zadania ochrony praw pacjentów nie może stanowić podstawy do wyprowadzenia z niego tak daleko idących kompetencji. Nie można bowiem przyjąć konstrukcji, że RPP chroni prawa pacjenta, a zatem RPP może rozstrzygać, co jest prawidłową medycyną. Byłoby to niedopuszczalne rozszerzenie kompetencji organu administracji poprzez wykładnię funkcjonalną.
Istotne znaczenie ma również charakter samego organu. Rzecznik Praw Pacjenta nie jest organem naukowym ustanowionym do rozstrzygania sporów w dziedzinie nauk medycznych. Nie jest również organem samorządu zawodowego lekarzy, który wykonuje ustawowo określone zadania związane z wykonywaniem zawodu lekarza. Tymczasem „lex szarlatan” w praktyce wymaga od Rzecznika dokonywania ocen wymagających wiedzy z zakresu: medycyny klinicznej, farmakologii, epidemiologii, toksykologii, biologii, biochemii, metodologii badań naukowych, statystyki medycznej, medycyny opartej na dowodach, a niekiedy także etyki i filozofii nauki. Powstaje zatem zasadnicze pytanie, na jakiej podstawie prawnej organ administracji ma być uprawniony do rozstrzygania sporów naukowych i medycznych.
Nie jest bowiem tym samym ustalenie, że określony podmiot naruszył prawo, a ustalenie, że określona metoda jest zgodna albo niezgodna z aktualnym stanem wiedzy medycznej. To drugie wymaga uprzedniego rozstrzygnięcia zagadnienia o charakterze specjalistycznym, naukowym i często spornym.
Szczególnie poważny problem stanowi posługiwanie się pojęciem „aktualnej wiedzy medycznej”, bez ustanowienia przez ustawodawcę jednoznacznych kryteriów pozwalających ustalić jej zakres. Powstaje pytanie, co jest źródłem „aktualnej wiedzy medycznej”? Czy są nimi ustawy, rozporządzenia, wytyczne ministra zdrowia, stanowiska konsultantów krajowych, wytyczne towarzystw naukowych, recenzowane publikacje, metaanalizy, wytyczne WHO, wytyczne Unii Europejskiej, wytyczne amerykańskich towarzystw medycznych, standardy obowiązujące w innych państwach, czy opinie ekspertów powołanych przez RPP?
Jeżeli ustawodawca nie wskazuje normatywnego źródła „aktualnej wiedzy medycznej”, pojawia się ryzyko, że źródłem prawa stanie się w praktyce przekonanie organu administracji lub powołanego przez niego eksperta. Tymczasem art. 87 ust. 1 Konstytucji ustanawia zamknięty katalog źródeł powszechnie obowiązującego prawa: Konstytucję, ustawy, ratyfikowane umowy międzynarodowe i rozporządzenia. Nie jest natomiast źródłem powszechnie obowiązującego prawa opinia Rzecznika Praw Pacjenta, opinia eksperta RPP, stanowisko towarzystwa naukowego, publikacja naukowa ani aktualnie dominujący pogląd środowiska medycznego.
Oczywiście takie materiały mogą być materiałem pomocniczym przy stosowaniu prawa lub dowodem, nie mogą jednak same w sobie tworzyć normy prawnej ograniczającej prawa i wolności jednostki.
Szczególnie niebezpieczna byłaby sytuacja, w której ustawa przyznaje organowi możliwość wydania decyzji ingerującej w prawa podmiotu, ale przesłanką wydania tej decyzji jest pojęcie, którego treść nie została dostatecznie określona przez ustawodawcę. W takim modelu rzeczywista treść kompetencji RPP byłaby kształtowana dopiero w toku praktyki administracyjnej. Oznaczałoby to, że organ administracji nie tylko stosuje prawo, ale w praktyce współtworzy normę, według której następnie rozstrzyga sprawę. Takie rozwiązanie musi być oceniane szczególnie rygorystycznie w świetle art. 7 Konstytucji.
Problem staje się jeszcze poważniejszy, jeżeli Rzecznik otrzymuje zawiadomienie o określonej praktyce, wszczyna postępowanie, samodzielnie dokonuje kwalifikacji działania jako pseudomedycznego, samodzielnie ustala, czy metoda jest zgodna z „aktualną wiedzą medyczną”, ocenia, czy doszło do dezinformacji, wydaje decyzję nakazującą określone zachowanie lub zaniechanie, może zastosować sankcję administracyjną, a dopiero następnie decyzja podlega kontroli sądowej. Taka konstrukcja rodzi poważne pytanie o zachowanie właściwego rozdzielenia funkcji administracyjnych, eksperckich i kontrolnych.
Nie oznacza to oczywiście, że każdy organ administracji nie może prowadzić postępowania i wydawać decyzji. Problem polega na czym innym: im bardziej decyzja ingeruje w konstytucyjne prawa jednostki i im bardziej jej rozstrzygnięcie zależy od spornego zagadnienia naukowego, tym bardziej precyzyjna musi być podstawa prawna i tym silniejsze muszą być gwarancje bezstronnej, fachowej i sądowej kontroli.
Nie można również pomijać art. 45 ust. 1 Konstytucji, gwarantującego każdemu prawo do sprawiedliwego i jawnego rozpatrzenia sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki przez właściwy, niezależny, bezstronny i niezawisły sąd.
Kontrola sądowo-administracyjna decyzji RPP jest niewątpliwie istotnym zabezpieczeniem. Sama możliwość późniejszego zaskarżenia decyzji nie usuwa jednak automatycznie wszystkich problemów konstytucyjnych związanych z zakresem pierwotnej kompetencji organu.
Art. 184 Konstytucji powierza sądom administracyjnym kontrolę działalności administracji publicznej w zakresie określonym w ustawie. Oznacza to, że ostateczna kontrola legalności działania RPP należy do sądu, a nie do samego Rzecznika.
Tym bardziej niedopuszczalne byłoby stworzenie takiego modelu, w którym decyzja organu administracyjnego dotycząca spornej kwestii naukowej staje się faktycznie wiążąca dla obywatela, zanim niezależny sąd będzie miał możliwość dokonania jej merytorycznej kontroli, szczególnie gdy decyzji nadano rygor natychmiastowej wykonalności. Właśnie dlatego kwestia sankcji administracyjnych i kryteriów ich stosowania była przedmiotem dodatkowych uwag konstytucyjnych podczas prac Senatu.
Jeszcze dalej idący problem powstaje wtedy, gdy RPP otrzymuje możliwość kwalifikowania określonych publicznych wypowiedzi jako „dezinformacji medycznej”. Wówczas kompetencja organu administracji przestaje dotyczyć wyłącznie stosowania świadczeń zdrowotnych wobec pacjentów, a zaczyna obejmować treść publicznego dyskursu dotyczącego medycyny i zdrowia. To z kolei wchodzi w sferę chronioną przez art. 54 Konstytucji RP, gwarantujący wolność wyrażania poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.
Nie można oczywiście z art. 54 wyprowadzić prawa do świadomego oszukiwania pacjentów. Państwo może przeciwdziałać oszustwu, fałszowaniu informacji czy działaniom realnie zagrażającym zdrowiu. Jednak czym innym jest zwalczanie konkretnego bezprawnego działania, a czym innym wyposażenie organu administracji w kompetencję do rozstrzygania, które poglądy medyczne są „prawdziwe”, a które stanowią „dezinformację”. Jest to szczególnie istotne w nauce, ponieważ wiedza medyczna nie jest zbiorem norm prawnych, lecz dynamicznym procesem poznawczym i to, co w określonym momencie jest stanowiskiem dominującym, może w przyszłości zostać zmienione wskutek pojawienia się nowych badań, nowych metod diagnostycznych lub nowych danych klinicznych.
W tym kontekście należy odwołać się również do art. 10 Konstytucji RP, ustanawiającego zasadę podziału i równowagi władz oraz wskazującego władzę ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą.
Rzecznik Praw Pacjenta jest organem administracji publicznej, a więc należy do sfery władzy wykonawczej. Nie może zatem, bez wyraźnej i konstytucyjnie dopuszczalnej podstawy, przejmować funkcji właściwych dla innych władz. Jeżeli organ administracyjny otrzymuje możliwość autorytatywnego rozstrzygania sporów dotyczących tego, co jest prawidłową metodą medyczną, co jest nieprawidłową metodą medyczną, co jest dezinformacją oraz jaka wiedza jest „aktualna”, a następnie na podstawie tej oceny nakazuje określonemu podmiotowi określone zachowanie pod rygorem sankcji, zakres jego władztwa staje się wyjątkowo szeroki.
Nie chodzi zatem o to, że Rzecznik Praw Pacjenta w ogóle nie może stosować pojęć niedookreślonych. Chodzi o to, że nie może otrzymać faktycznej kompetencji prawotwórczej poprzez posłużenie się przez ustawodawcę niedookreślonym pojęciem jako podstawą daleko idącej ingerencji w prawa jednostki.
Prawo międzynarodowe a „lex szarlatan”
Analiza zgodności ustawy z dnia 3 lipca 2026 roku o zmianie ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, określanej jako „lex szarlatan”, nie może ograniczać się wyłącznie do przepisów Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. Polska, jako państwo będące stroną szeregu międzynarodowych traktatów dotyczących ochrony praw człowieka, zobowiązana jest bowiem do respektowania wynikających z nich standardów ochrony godności, autonomii, integralności fizycznej i psychicznej oraz prawa do ochrony zdrowia.
Szczególne znaczenie ma w tym zakresie Europejska Konwencja o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności, sporządzona w Rzymie dnia 4 listopada 1950 roku, a w szczególności jej art. 8, gwarantujący każdemu prawo do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego, oraz art. 9, chroniący wolność myśli, sumienia i wyznania. Pojęcie „życia prywatnego” w rozumieniu art. 8 Konwencji obejmuje bowiem również integralność fizyczną i psychiczną człowieka, a ciało człowieka stanowi szczególnie intymny aspekt jego życia prywatnego. Europejski Trybunał Praw Człowieka wielokrotnie wskazywał, że decyzje dotyczące leczenia i ingerencji w ciało jednostki należą do sfery chronionej przez art. 8 Konwencji.
W orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka autonomia osobista jest traktowana jako jeden z elementów prawa do poszanowania życia prywatnego. Szczególnie istotne jest stanowisko Trybunału dotyczące przymusowego leczenia. W sprawach dotyczących ingerencji medycznych Trybunał wskazywał, że nawet w sytuacji, gdy odmowa określonego leczenia może prowadzić do śmierci pacjenta, narzucenie osobie kompetentnej określonego leczenia bez jej zgody stanowi ingerencję w jej integralność fizyczną chronioną przez art. 8 Konwencji. Trybunał podkreślał przy tym znaczenie wolnej i świadomej zgody pacjenta.
Z punktu widzenia „lex szarlatan” szczególne znaczenie ma zatem nie tylko prawo pacjenta do odmowy leczenia, lecz szerzej rozumiana autonomia człowieka w sferze decyzji dotyczących własnego ciała i zdrowia. Państwo może podejmować działania mające na celu ochronę zdrowia i życia, jednak działania te stanowiące ingerencję w art. 8 EKPC muszą odpowiadać wymaganiom określonym w ust. 2 tego artykułu, a więc muszą być przewidziane przez prawo oraz konieczne w demokratycznym społeczeństwie dla osiągnięcia prawnie uzasadnionego celu. Sama deklaracja ustawodawcy, że określone rozwiązanie służy ochronie zdrowia, nie przesądza jeszcze o spełnieniu wymogu „konieczności”.
W konsekwencji należy postawić pytanie, czy przewidziana w „lex szarlatan” możliwość administracyjnego zakazania określonej praktyki dotyczącej zdrowia człowieka, a tym samym faktycznego uniemożliwienia pacjentowi korzystania z określonego sposobu postępowania zdrowotnego, stanowi środek rzeczywiście konieczny i proporcjonalny, czy też cel ochrony pacjentów przed oszustwem lub niebezpiecznymi praktykami może zostać osiągnięty przy zastosowaniu środków mniej ingerujących w autonomię jednostki.
Istotne znaczenie ma również art. 14 Europejskiej Konwencji, zakazujący dyskryminacji w korzystaniu z praw i wolności określonych w Konwencji. Jeżeli zatem określone metody postępowania zdrowotnego byłyby traktowane odmiennie bez wystarczającego i obiektywnego uzasadnienia, powstawałaby dodatkowa kwestia zgodności takiego zróżnicowania z art. 14 w związku z art. 8 Konwencji.
Międzynarodowy Pakt Praw Obywatelskich i Politycznych
Analogiczny standard wynika z Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych z 16 grudnia 1966 roku, którego Polska jest stroną. Szczególne znaczenie ma art. 17 Paktu, zgodnie z którym nikt nie może być narażony na samowolną lub bezprawną ingerencję w swoje życie prywatne, a każdy ma prawo do ochrony prawnej przed tego rodzaju ingerencją.
Pojęcie życia prywatnego nie może być interpretowane w sposób oderwany od integralności fizycznej człowieka. Decyzja państwa, która w sposób arbitralny pozbawia człowieka możliwości decydowania o sposobie postępowania dotyczącym jego własnego zdrowia, może zatem stanowić ingerencję w sferę prywatności chronioną art. 17 Paktu.
Równocześnie art. 7 Paktu ustanawia zakaz poddawania człowieka torturom oraz okrutnemu, nieludzkiemu lub poniżającemu traktowaniu. W kontekście „lex szarlatan” przepis ten nie powinien być interpretowany jako generalny zakaz regulowania działalności medycznej, lecz jako dodatkowa gwarancja szczególnie silnej ochrony integralności cielesnej człowieka. Jak wynika z międzynarodowych standardów praw człowieka, szczególnego znaczenia nabiera wymóg dobrowolnej zgody na ingerencję medyczną.
Międzynarodowy Pakt Praw Gospodarczych, Społecznych i Kulturalnych
Kolejnym istotnym aktem jest Międzynarodowy Pakt Praw Gospodarczych, Społecznych i Kulturalnych, którego art. 12 uznaje prawo każdego do korzystania z najwyższego osiągalnego poziomu ochrony zdrowia fizycznego i psychicznego.
Przepis ten ma także znaczenie dla oceny „lex szarlatan”, ponieważ prawo międzynarodowe nie sprowadza prawa do zdrowia wyłącznie do obowiązku państwa polegającego na organizacji systemu ochrony zdrowia. Państwo powinno również zapewniać jednostce możliwość korzystania z ochrony zdrowia w sposób zgodny z zasadami niedyskryminacji, poszanowania godności człowieka i jego integralności.
Z tego punktu widzenia regulacja, która pod pozorem ochrony pacjenta prowadziłaby do nadmiernego ograniczenia jego autonomii albo do arbitralnego wyeliminowania określonych sposobów postępowania zdrowotnego, wymaga szczególnie starannego uzasadnienia. Prawo do zdrowia nie może bowiem zostać przekształcone w prawo państwa do decydowania za człowieka o jego własnym ciele.
Konwencja o prawach osób niepełnosprawnych
Jeżeli regulacja obejmuje również osoby z niepełnosprawnościami, dodatkowym punktem odniesienia jest Konwencja ONZ o prawach osób niepełnosprawnych, której Polska jest stroną. Szczególne znaczenie mają jej postanowienia dotyczące równości, niedyskryminacji, poszanowania integralności fizycznej i psychicznej oraz autonomii osób z niepełnosprawnościami.
W tym kontekście szczególnej ostrożności wymagałoby stosowanie przepisów „lex szarlatan” w sposób prowadzący do ograniczenia zdolności osób z niepełnosprawnościami do podejmowania decyzji dotyczących własnego zdrowia tylko z uwagi na ich stan zdrowia, niepełnosprawność lub przyjęte założenie, że osoba taka nie jest zdolna do samodzielnego podejmowania decyzji. Tego rodzaju praktyka mogłaby rodzić problem zgodności z zasadą równości i niedyskryminacji.
Standard międzynarodowy dotyczący świadomej zgody
Szczególnie ważnym punktem odniesienia jest Konwencja Rady Europy o prawach człowieka i biomedycynie, tzw. Konwencja z Oviedo. Należy jednak wyraźnie zaznaczyć, że Polska ją podpisała, lecz jej nie ratyfikowała, dlatego nie można powoływać się na nią jako na wiążące źródło prawa międzynarodowego obowiązujące Rzeczpospolitą Polską.
Konwencja ta ma jednak ogromne znaczenie interpretacyjne, ponieważ art. 5 ustanawia zasadę, zgodnie z którą interwencja w dziedzinie zdrowia może być przeprowadzona dopiero po udzieleniu przez zainteresowaną osobę wolnej i świadomej zgody, poprzedzonej odpowiednią informacją o celu, charakterze, konsekwencjach i ryzyku interwencji. W orzecznictwie ETPC Konwencja z Oviedo jest również wykorzystywana jako istotny punkt odniesienia przy określaniu europejskich standardów autonomii pacjenta.
Nie oznacza to oczywiście, że z Konwencji z Oviedo można wyprowadzać bezpośredni obowiązek prawny wobec Polski. Pokazuje ona jednak wyraźnie, że zasada autonomii pacjenta i świadomej zgody jest uznawana w europejskim prawie bioetycznym za fundamentalny standard ochrony człowieka przed paternalistyczną ingerencją państwa i innych podmiotów.
Jakie z tego płyną wnioski?
W świetle powyższych regulacji międzynarodowych należy przyjąć, że ochrona zdrowia i życia pacjentów stanowi niewątpliwie legitymowany cel działania państwa, jednak nie daje państwu nieograniczonego prawa do decydowania za jednostkę o sposobie korzystania przez nią z własnego ciała i zdrowia.
Zarówno art. 8 EKPC, art. 17 MPPOiP, art. 12 MPPGSiK, jak i standardy wynikające z międzynarodowego prawa bioetycznego wskazują na konieczność zachowania właściwej równowagi pomiędzy obowiązkiem państwa do ochrony zdrowia a prawem jednostki do autonomii i integralności fizycznej i psychicznej.
W konsekwencji „lex szarlatan” może pozostawać w kolizji ze standardami prawa międzynarodowego w zakresie, w jakim umożliwia organowi państwa ingerencję w autonomię pacjenta nie na podstawie stwierdzonego oszustwa, przymusu lub konkretnego i rzeczywistego zagrożenia dla zdrowia lub życia, lecz wyłącznie na podstawie administracyjnej oceny, że określona metoda postępowania nie odpowiada aktualnej wiedzy medycznej.
Szczególnego znaczenia nabiera tutaj wymóg, aby ingerencja w prawa jednostki była przewidywalna, oparta na dostatecznie precyzyjnej podstawie prawnej, konieczna i proporcjonalna do rzeczywistego zagrożenia. Europejski Trybunał Praw Człowieka konsekwentnie zwraca uwagę, że prawo regulujące ingerencję władz w sferę życia prywatnego musi zapewniać jednostce odpowiednie gwarancje przed arbitralnością i dostatecznie jasno określać zakres uznania organów publicznych.
W tym świetle szczególnie istotne jest, że w odniesieniu do „lex szarlatan” sam Senat wskazywał na problemy konstytucyjne związane m.in. z sankcją administracyjną i potrzebą doprecyzowania kryteriów jej stosowania.
Konkludując, międzynarodowy standard ochrony praw człowieka nie sprzeciwia się zwalczaniu oszustw medycznych ani działaniom państwa zmierzającym do ochrony pacjentów. Sprzeciwia się natomiast takiemu modelowi ochrony, w którym państwo, pod hasłem ochrony zdrowia, uzyskuje nadmierną lub arbitralną możliwość zastępowania autonomicznej decyzji człowieka własną oceną tego, jaka metoda postępowania dotyczącego jego zdrowia jest dla niego dopuszczalna. Granicą działania państwa pozostają bowiem godność człowieka, jego integralność fizyczna i psychiczna, autonomia osobista oraz zakaz arbitralnej ingerencji w życie prywatne.
Przeprowadzona powyżej analiza prowadzi do wniosku, że zasadniczy problem konstytucyjny ustawy z dnia 3 lipca 2026 roku o zmianie ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, określanej jako „lex szarlatan”, nie sprowadza się do samego celu, jakim jest ochrona pacjentów przed oszustwami, nadużyciami czy rzeczywiście niebezpiecznymi praktykami. Cel ten należy uznać za prawnie i konstytucyjnie uzasadniony. Problem powstaje natomiast na poziomie zastosowanych środków oraz zakresu kompetencji przyznanych organowi administracji publicznej. Ostateczną granicą dopuszczalnej ingerencji państwa powinno być rzeczywiste zagrożenie, oszustwo, przymus lub naruszenie praw innych osób, a nie samo odstępstwo od aktualnie dominującego poglądu medycznego. Państwo może i powinno chronić pacjenta przed oszustwem, nie powinno jednak uzyskiwać kompetencji do decydowania za pacjenta o tym, jaką metodę leczenia może on wybrać, ani do rozstrzygania w drodze decyzji administracyjnej sporów naukowych poprzez arbitralne wskazanie, co w danym momencie należy uznać za „aktualną wiedzę medyczną”. Taka konstrukcja oznaczałaby bowiem przejście od ochrony autonomii pacjenta do administracyjnego zarządzania autonomią pacjenta, co stanowi zasadniczy problem konstytucyjny całej regulacji.
Marek Skowroński
